2022.8.18 - imieniny: Ilony, Bronisława, Heleny


UWAGA ! UPAŁ /2 !

IMGW-PIB OSTRZEGA: UPAŁ/2  od 12:00 dnia 16.08.2022 r. do 20:00 dnia 19.08.2022r., temperatura maks.29-33 st., temp. min. 16-22st.


Wszelkie informacje dotyczące zagrożenia życia i zdrowia należy przekazać niezwłocznie do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Krotoszynie tel. 47/771-81-10 lub alarmowy 112, a  w godzinach pracy Urzędu Miejskiego - Gminne Centrum Zarządzania Kryzysowego (tel. 62 721 50 01, wew. 21, fax  62 721 52 43), w dni wolne od pracy oraz niedziele i święta tel. dyżurny 784 095 396.

Wspomnienia uczestników walk o Zduny w okresie Powstania Wielkopolskiego

2021-12-29

Na zdjęciu uczestnik walk o Zduny w okresie Powstania Wielkopolskiego

Warto oddać głos świadkom tamtych wydarzeń, na podstawie wspomnień, które udało się znaleźć w Archiwum Państwowym i w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Trzeba zaznaczyć, że zachowaliśmy oryginalną pisownię.

-O godz 7 wieczór dotarliśmy do Krotoszyna, do domu Ludowego ul. Kaliska, wyświetlano Kino. Tutaj komendant Gorzeński wyjaśnił po co żeśmy przybyli i wezwał ludność do wrócenia do domów i oznajmił, że o godz. 9-ej wyjdziemy na ulice i każdy z taką bronią jaką posiada. Punktualnie o umówionej godzinie to uczyniliśmy. Adiutant Kalinowski zabrał kilku ludzi i podążył na dworzec kolejowy celem rozbrojenia odwachu, co jemu się ładnie udało. Komend. Gorzeński i niżej podpisany z kilkoma Krotoszyniakami zajęliśmy Ratusz i pocztę. Najważniejsze posterunki do godz. 12-ej były w polskich rękach. O godz. 2-ej w nocy wróciliśmy do Jarocina celem zmobilizowania kompanii do wyjazdu na Zduny. W Zdunach Niemcy wzmocnili się po upadku Krotoszyna. Pomiędzy 3 a 7 stycznia 1919 r. wyruszyliśmy lokomotywą i 2-a wagonami z oddz. Jarocińskiego pod Zduny i okrążyliśmy Zduny z 3 stron. Niemcy zorientowali się, że idzie zorganizowana siła i wycofali się bez walki. Po zajęciu Ratusza poczty i dworca oddaliśmy Zduny miejscowem powstańcom. Po 24 godzinach wróciliśmy do Jarocina i utworzyliśmy batalion całkowicie uzbrojony w broń ręczną – wspominał Józef Bartkowiak z kompanii jarocinskiej, w datowanym na 6 sierpnia 1963 r. życiorysie.

-Po zdemobilizowaniu nas [z wojska niemieckiego – red.] wróciłem do Zdun i dnia następnego wstąpiłem w szeregi powstańcze, t.j. 5.1.1919 i od tej pory pełniłem służbę na posterunkach powstańczych. W dniu 6-lutego również miałem patrol na ul. Łacnowej do dworca. Doszedłszy dworca wstąpiłem na posterunek dworcowy, wtedy niemiecki kolejarz wpadł i woła leute di doutrze sind in Zduny [„Leute die deutsche sind in Zduny” - niem. „Niemcy są w Zdunach” - red.], bez namysłu wskoczyliśmy i biegiem do miasta dobiegliśmy do pl. Kościuszki. Na Rynku była duża strzelanina, polecieliśmy na ul. Kobylińską, zrobił się duży krzyk nich szisen 4-3-2-1 kompania zandung [„Nicht schiessen 4-3-2-1 kompanie zündung” niem. „Nie strzelać, 4-3-2-1 kompania zapalać”-red.]. Gdy to usłyszeliśmy zawróciliśmy i koło kościoła uciekaliśmy w pole, aby się nie dać zabrać, a Niemcy nas gonili i ostrzeliwali. Jako rozbitków przydzielono nas pod dowództwo porucznika Paluszkiewicza i tam pełniliśmy służbę do rozwiązania nas – pisał po latach Leon Fórmanowski, członek zdunowskiej Straży Ludowej w swoim życiorysie.

-Jako kawalerzysta z armii zaborczej, przydzielono mnie jako łącznika konnego na odcinek bojowy Zduny, Baszków, Kobylin, Borownica, Chachalnia, Sulmierzyce, celem utrzymania łączności pomiędzy tymi placówkami. Brałem także udział w dniu 6.2.1919 przy odparciu pociągu pancernego, który atakując nasze miasto pod dowództwem dr. Bolewskiego, kierownika ruchu powstańczego na naszym terenie. Po zagrożeniu naszym atakiem na jego tyłach zmusiliśmy jego do odwrotu. Aby nie dopuścić do powtórnego najazdu na nasze miasto mając doświadczenie z armii zaborczej w zakresie, wysadziliśmy 2 km od miasta Zdun powtórnie zajęte przez oddziału Grenschutzu, ręcznymi granatami tor kolejowy, gdzie powtórny przejazd był wówczas już niemożliwy – wspominał Wincenty Jędrzejczak, członek żandarmerii.

-Dnia 1 stycznia 1919 r. nastąpił pierwszy wyjazd naszego oddziału na oswobodzenie Krotoszyna, i zarazem na oswobodzenie Zdun. Do walk żadnych nie doszło, ponieważ Niemcy w Krotoszynie się poddali, a ze Zdun sami się wynieśli (…) Dnia 7 II 1919 po raz drugi wyjechałem pod dowództwem Błażejewskiego pod Zduny, jednak Zdun nie zdobyto – wspominał Jan Klimek z kompanii jarocińskiej.        

-Wobec informacyj, otrzymanych z wywiadu, o bliskim uderzeniu niemieckiem na Krotoszyn, rozkazem dnia 3 lutego 1919 wycofać natychmiast 7 kompanję ze Zdun do Krotoszyna, skutkiem czego w Zdunach został jedynie oddział rozdrażewski. Oddział obsadzał Chachalnię placówką w sile 12 ludzi, a Borownicę 10 ludźmi, w samych Zdunach pozostało około 80 ludzi. Prócz tego była w Zdunach Straż Ludowa, licząca 30 ludzi, którymi dowodził Wicherkiewicz. jak świadczy lista płac składała się Straż z 11 ludzi do lat 25, 9 od 25 do 35, 8 od 35 do 40, a 2 ponad 40 lat. Nie uległem gwałtownym prośbom obywateli Zdun i Krotoszyna, by miasteczko obsadzać nadal dwoma kompanjami. uważałem bowiem Zduny w razie ataku za straconą pozycję przyczem obojętnem było, czy obsada wynosiła 100, czy 250 żołnierzy. Brak artylerji, fakt, że Borownica i Chachalnia były przez nas obsadzone tylko placówkami, możliwość obejścia Zdun przez las helenopolski i Perzyce były decydującemi momentami dla oceny położenia załogi Zdun: była ona beznadziejna. I przyznaję otwarcie że wolałem poświęcić ochotniczy oddział rozdrażewski, aniżeli którąkolwiek z naszych regularnych kompanij krotoszyńskich. Załoga Zdun miała bowiem najwyżej zadanie powstrzymania pierwszego naporu nieprzyjaciela i uwiadomienia o kierunku i sile jego natarcia, natomiast Krotoszyn stracić nam nie było wolno. Pogarszało sytuację, że rezerwy frontu były właściwie wyczerpane. Bataljonem śremskim dysponowało Dowództwo Główne i potrzeba było aż utraty Zdun, by pchnięto, niestety nieco za późno, bataljon pod Rawicz. W Jarocinie wolna jedna kompanja Stanisława Błażejewskiego, składająca się przeważnie z rekrutów, w Koźminie fragmenty 3 kompanji, w Pleszewie półtorej kompanji, w Ostrowie 5 kompanja jako ostatnia rezerwa. W tych warunkach niełatwo było znaleźć sposób, zabezpieczający całość frontu południowego. Zarządzenie zmniejszenia załogi Zdun wywołało wprawdzie niezadowolenie mieszkańców tamtejszej okolicy i pokutujące może jeszcze do dziś dnia mniemanie, że ja zawiniłem w utracie Zdun. Mimo to, uważam, że zarządzenia moje były słuszne i logiczne z punktu widzenia konieczności utrzymania Krotoszyna i nie mam sobie nic do zarzucenia. Niefachowa krytyka nie wie bowiem, że zarządzenia słuszne z punktu widzenia konieczności utrzymania Krotoszyna, mogą być zgoła fałszywe z punktu obrony Zdun. Dlatego lepiej wstrzymać się od krótkowzrocznej krytyki, a pozostawić sąd wojskowym i historji – pisał w 1931 r. ppor. Zygmunt Wieliczka, szef sztabu frontu południowego, w swojej pracy „Od Prosny po Rawicz”.

Na zdjęciu uczestnik walk o Zduny w okresie Powstania Wielkopolskiego

Używamy Cookie

Ta strona używa cookie
zgodnie z ustawieniami
Twojej przeglądarki.
Czytaj więcej

Wyrażasz zgodę?

TAK
NIE